Wstaje o północy najpierw lewe
oko bliżej okna drży i
błyszczy jak końcówka ostrza
Stróżuje nie daje zasnąć otwiera się w przeciągu
Jak wielkie stare drzwi
A prawe o drugiej zaczyna łzawić
Mdleje ucieka na boki
Już ranek
Poturlały się do kąta
A rzęsy wiatr unosił z kurzem
Niczym ptasie pierze
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz