środa, 17 października 2012

*** (Gdzie chociaż na chwilę)


Łóżko gdy wydaje się już moje musze
zostawić niepościelone
obudzić się odejść

Pościel gdy układa się na kształt ciała
a moje  kilogramy lekkiej nadwagi
zaczynają tulić z pasją
nieswoje krawędzie
zsuwa się z bioder
i straszy mrozem

Nie mam prawa do żadnego z tych domów
wspominać pamiętać
Trzymam wszystkie drzazgi, okruchy
Nie ma miejsca na mnie
Przez chwile


byłam


Patrzę w okna gdy mijam
odsuwam w myślach firanki

zostałam tam
żal zostawiać
nic nie zostało
byłam
z marzeń

Zostawiam je wszędzie gdzie chociaż na chwilę
uda mi się zasnąć

Fruwają jak kurz

Ciepło


Naprawdę jest mi ciepło Nawet wtedy gdy wrzeszczysz
a twoje słowa poruszają ciężkie gałęzie zielonego lasu
Szum niepokoi jak przed burzą a wiatr
wypuszczany z ust
wymiata kurz spod półek w kuchni i trzaska drzwiami

Nawet gdy od porannego chłodu żółknie wzgórze
i koty zaczynają spać na maskach samochodów

Obrosłeś w sople Powinnam już mieć grypę
Oknami otwartymi na oścież można uciec choćby wzrokiem
Im bliżej podchodzę topniejesz

Oblekam się w gęsią skórę jak w koc
a stopy które przyszły tu w trampkach bez skarpet
podkulone z zimna czekają
na dopływ krwi z serca i mózgu

Serce grzeje od środka a myśli parują
Jak pita z dwóch kubków herbata   



/Wiersz ten zdobył główną nagrodę podczas Konkursu Jednego Wiersza w trakcie MALT (Młoda Ambitna Literatura Trójmiasta)  Gdańsk 16.10.12

*** (wszystkiego od razu)


Panie Jezu zamknij oczy dziś nie możesz widzieć
dziś nie możesz nawet ty
patrzeć
we mnie

Mam złe zamiary zdjąć cię ze ściany
dobić za Żydami
Mam jak ty bok z żeber rozłupany
Może to ty z nimi
przyznaj się do winy
albo zalep rany
poloplajstrem

Cieknie ze mnie muszę łapać w ścierkę
resztki sił
Podziel
mi śmierć dawkami
na kilka niedziel
nie zdążę wycierpieć
wszystkiego od razu

Naprawdę wystarczy Ratuj mnie lub włóż nóż
w czyjeś ręce
I nie patrz we mnie wszystko już zgniło
Na twoje nieszczęście


/pazdziernik 2012

Anatomia


To jest anatomia! Wszystkie atlasy
Drżą ze strachu
Mówiłam nie szukaj
Nie szukaj serca bo je już dawno upieczono na ruszcie
Wśród żeber

Bulwar


Syren włosy pod słońce szeleszczą
W głowie
mi
szumi, Gdynio. Blond fale
liżą żółty brzeg
a bulwar lśni kradzionym złotem.

Prawy policzek mam rozgrzany
od wschodu, włosy chcą biec na północ ze
strachu
splątały
bieg zdarzeń od których nie można już uciec.

Rzęsy trzepocą jak żagle tylko że
ciszej ze sto razy    
rozmazały horyzont czarnym tuszem
Ja tu czekam Gdynio
z nogawkami w wodzie

na cud na sztorm morze na burze
pełną wzruszeń


Silniki


Przysiadła tu jakby zamierzała już zostać
ciężkim dupskiem omiotła cały kilometr asfaltu
którego nie zdążyli zwinąć do remontu.
Przez okna widać teraz tylko mleko. Spływa kroplami
poręczą balkonu aż do samego dna butelki.
Nawet myśli zgęstniały.
Dziś nie odbijemy od brzegu. Kapitanie wyłączcie
silniki. 




/marzec 2012

Zatopić myśli


Zatopić myśli, niech idą na dno
żołądka
razem z wódką, z morską słoną wodą
zachłyśnięte słowa, które lepiej połknąć
które prawie uduszą
niech trawi.

Niedzieli nie było
rozchorowane obolałe
myśli
próbowały wrócić, wytargały kotwicę na brzeg
łóżka
usiadły, przycumowały.

Nie mogę zamknąć oczu, wszystko faluje
ten fragment Bałtyku nad Gdynią
morze ulice
szumi ą mi
w głowie.  Pamiętam za dobrze ale
brnę w nowe.

Nowe mnie chce. Stare spływa po końcówkach włosów.



/luty 2012

*** (w zimnej herbacie)

Pamietęsz co było na mapie?
Same zakręty

Wielka niebieska plama rozlała
się po całym centrum

toną wszystkie szlaki
do twojego domu

moczymy kostki
w zimnej herbacie
jak w Bałtyku


/grudzień 2011

Kąt


kartonowy kąt, tekturowa wielka płyta

bez denna paczuszka cichych przekroczeń
społecznych kontroli

by nikt nie widział musiałam zatrzasnąć
sufit i opluć
go granatem by udawał
niebo nocą

krzywą linię horyzontu imituje
sznur
do prania
przeciążony od schnącej po środku grubej pierzyny
w której śpi-

my. Prawie sami 


/marzec 2010