wtorek, 5 maja 2009

"Nocturn cis-moll"

śniłaś mi się dzisiaj
taka straszna
puste oczodoły
rozwiane włosy
drzewa aż ryczą
liście już w locie
słyszą
co szepczesz miastu

nie splataj ich nie splataj

brzmisz mi w uszach
mglistym listopadem

kto by chciał splatać
cienkie nici w srebrny błękit

śnieg zaprószył nam usta
znienacka



od autora: Nocturn cis-moll albo jak kto woli: Nocturn spleciony w warkocze...

"Nocturn e-moll"

Spadły lawiną niemrawych poranków
pod moje zabłocone obcasy
co z tego że czerwone złote czy polskie
jesienne szare nadgnite

Kartonowa pusta ciszo
zszyłaś wiatry w dziwny bełkot

w Bezdomne
bezdomne słowa



od autora: Bardziej o mnie niż o jesieni

"Komplet o filiżance która rozpierdoliła system"

Mamo piszę do Ciebie na zaparowanej szybie bo
pociąg spieprza z peronów tak szybko że nie zdążę kupić kartki z kopertą i znaczka.
Minęły już trzy stacje Jezus upadał a teraz
kolej
na następne. Nie wiem
czy już zobaczyłaś, że stłukłam
filiżankę z twojej odświętnej zastawy
bez ucha nikt nie usłyszy niepotrzebnych. Komplet,
kompletnie mi wstyd.

Tylko te szare odziedziczone warkocze uparcie przypominają
twój porcelanowy wzrok

(Tak się to wszystko jakoś rozlazło... )

Nie wiem czy mam już, czy w ogóle mi wypada
wysiadać tak daleko że nie jesteś w stanie wytrzymać

jak ty teraz
jak ty teraz będziesz żyć
ta filiżanka była taka piękna! taka przedwojenna...




od autora: W pierwszej wersji peel pisał do matki na odwrocie biletu. I chyba nadal pisze, mimo że zamieniłam go na zaparowaną szybę. Jak o niej czytam widzę bilet. I nie chodzi tu o dobranie tego co 'lepiej pasuje' tylko o podjecie bardzo ważnych decyzji. Będę do niego wracać.

„Szczególnie odjazdy” / „Ze szkoły”

Przyjaciele migają mi gdzieś w kącikach oczu
deszcz zacina łzawią

Mogłabym biec szybciej nawet nic nie widząc nie potknę się
bo w parku o tej porze nikt bez celu nie wzdycha
a drugi etap to smród parteru

Kapucha kapucha kapucha

Czasem wybieram dłuższą trasę by więcej pobyć z ludźmi
zajść do paru sklepów przemoknąć cywilizacją

Tak czy inaczej są pewne światła opatrzność daje sygnały
Szybko szybko wszechświat nie będzie czekał -
nie na takich.



Hania zna na pamięć cały rozkład autobusów
szczególnie odjazdy

bo jak mam czas
zachodzę.



od autora: [klik1] , [klik2]

poniedziałek, 4 maja 2009

"Czysta"

Potrzebuję kąpieli
ciepłego letniego deszczu
ukojenia.

Miliony kropel
niech otulą mnie grzmotami
Spłyną po karku aż do nagich stóp
uziemią namiętności.

Lej deszczu! Obmyj
z resztek tętna
nadgorliwe ciało
zamień w wilgoć serce-
chcę być nimfą.

Rozebrana z niepokojów
przytulę policzek do trawy
i wsiąknę w nią jak woda.

Szeptem
Szeptem wyszepczę
Że zapominam

Spadł na mnie cały lipiec.

"Czajkowski-muzyka (po)ważna"

Czajkowski rozrzuca mi włosy
wśród piór łabędzi
pościel szeleści jak trzepot skrzydeł
a sny unoszą melodię
do pełni
księżyca za oknem

Gwiazdy spadają w półnutach
Chopinowską ręką
ktoś strąca je z nieba
ktoś biegnie boso po klawiszach
powietrze drga we flażoletach

W środku nocy po środku bajki
śnię i nie śpię
tańczę na balu
podziwiam z widowni
stado baletnic,
nie wiem...łabędzi
może to Świteź?

Jestem księżniczką zaklętą w dźwięki
noc to nokturn-opcja powtarzaj
Gdy przekręcam się na bok
słuchawka wypada...

"Fraszka na koniec roku szkoln"

Dedykuję Pani mgr Bożenie Babiel

Klamka na wysokości ucha
I biurko idealnie przed okiem.

Z geografii umiem najwięcej
Wiem, co czują małe murzynki
Gdy liżą słodycze przez papierek
Choć z inflacją nic im się nie kojarzy

Z fizyki wiem tylko tyle że tarcie
Dupy przez obce języki
Uniemożliwia ruch
I jesteś bezradny
W bezładnym zbiorze wiadomo co i kto.

Biografię Hitlera traktuję jak przestrogę
Że najfajniejszych pomysłów
Nie da się wcielić w życie

Dlatego to biurko jest jeszcze biurkiem
Filozofią bez kantów
Choć Kartezjusz powiedział
Że myślę

Nie można myśleć za dużo.

"Nad i"

Co gdzie kiedy jak
Ja-
pytajnikiem też się staje.
Czasem jestem ja,
Czasem beze mnie,
ze mną;
Momentami partykułą,
Marszczącymi nochal

nie.

Stąpanie spacerować niedocieranie
długie drogi do
Ciemno czarniej i ślepota
oczy wywrócone do środka.

Panie Archaniele panie Archaniele
rączkę ściśnij stąpanie spacerować
niedocieranie.

Ręka w górę złość na zęby
myśli na lewą półkulę

musztra baczność!
Jak kij od szczotki
A teraz postawcie mi kropkę nad łbem.

niedziela, 3 maja 2009

*** (o sztuce)

Poeta budzi się co najmniej raz
W ciągu nocy
Szuka po omacku pióra
Tak naprawdę byle jakiej kredki
Którą zostawił przypadkiem
Malarz
Zasypia co najmniej raz
W ciągu dnia
Mruży oczy bezczelnie patrząc
Pod słońce widzi się niezwykle
Inaczej niż to wymyślił
Architekt
Budzi się coraz częściej
Przed wyjściem na miasto
Walczy z grawitacją dziwnych kształtów
I machin na scenach teatrów
Wedle potrzeb
Reżysera
Zawsze jest kotara za którą można schować
Najbardziej nieudolne
Kalki zwykłych ludzi
Którzy nigdy nie śpią
Nawet nie wiedzą
Co im się podoba



od autora: Wiersz żyje swoim własnym życiem również w innej postaci, z podziałem na strofy. Można go w związku z tym czytać na dwa sposoby. Tutaj zamieszczam wersję stychiczną, ponieważ wydaje mi się ona lepsza w pierwszym kontakcie. W drugim lepsze są nieciągłości pozwalające się zastanowić ;-) Polecam również tą drugą. Do znalezienia w internecie.

"Dom na niby"

Mam taki nibystół
Nibywazon i nibyróże
Z nibymiłości wstążką
Uschłego koloru
Na siedemnaste urodziny

Cztery trupioblade ściany
Pod kątem nigdyniezawsze niby prostym
Z drzwiami na
Nibykłódkę wrytego w pamięć
Zachlanego dzieciństwa

Przeklęta lodówka zamroziła
nienawiść
Na długi termin przydatności.

Potwory ofiar
Powłóczą nogami po pokoju
Który jest i którego nie ma
W żadnym spojrzeniu

Już tylko przeciąg, tylko przeciąg
jak sztyletami na wylot
Dziurawi Nibyserca
Strzępami paragonów...

"Oda do księżyca cz.2"

Zasrany Księżyc...
musi świecić wprost
na moją poduszkę!
A potem proszę-
śnią mi się dziwolągi
orgie sadomasochistyczne z udziałem
kolegów z klasy.

Przecież nie może być inaczej
przecież mam okno na

środek kosmosu.

Bezczelny
brak rolet,
„Zapuszczasz żurawia w mój
zaspany
umysł?

Pogadamy sobie złotko
o świcie
na trzeźwo”

Pojedynek:

Schował się
w ostatniej chwili
a jakże
przede mną
a może
na mój widok

o 6 rano.

"Oda do księżyca cz.1"

Mój lęk pod Twoją powieką zaśnie

Pościel zaszeleści
Skończy się dzień na krawędziach
naszych ciał

Noc skróciła się
do kolan
o sto milionów świetlnych lat

Twój blask wkrada się pod piżamy

falbany świtów nigdy
nigdy nigdy nigdy...

naga rano.

sobota, 2 maja 2009

"Uwaga zły pies, czyli na straży"

Zacznę ten wiersz
od tego ze nie wiem
które z miejsc przez ciebie wymienionych
nazwać można końcem

Świata.

Prawdę mówiąc wcale nie chcę
o tym pisać
bo nie lubię się żegnać.

Może zostawmy te okruchy
w dalszym ciągu pod prześcieradłem.
Aż tak cię uwierają?

...Wydaje mi się
ze to przez wspólne koszenie trawy
żeby ładnie wyglądało
od ulicy.

No to wyjdźmy na ganek
choć i tak nie pokażę ci palcem
Sacrum
mętnieje
wśród pałętających się foliowych torebek i fruwających sąsiadów

Generalnie
każdy wiersz w tym miejscu
się kończy
Ślepym trudno doszukać się granic.

Masz jakiś młotek i sztachetki
na dnie mózgu?
Inaczej nie zrobimy płotu...


"Stańczycy"

W okularach a la Stańczyk
a może a la babcia z siwymi włosami nakręconymi na wałki
z kotem na kolanach w fotelu
przed telewizorem w którym
roi się od żydów
otwierasz dział polityka
i o dziwo nie klniesz nie zapalasz papierosa
nie pijasz kawy
ślinisz palce przewracasz strony

Nigdy nie byłam za mała by rozmawiać o Wałęsie

i innych nic nie wartych
zawsze wiedziałam kto był czemu winien
na co idą podatki
kto teraz trzęsie Polską jak nie ci sami
zawsze wiedziałeś kto kłamie
byliśmy mądrzy

ufaliśmy
sobie

Pamiętam jak chodziliśmy do skupu
sprzedawać chłam makulaturę
By szła w obieg kupowaliśmy lizaki
I kolejny dziennik
Oleńko, latawce! wyrwałeś stronę z portretem prezesa

Składa się na pół, potem jeszcze raz
Zagina po bokach
i robisz zamach. Prezes szybował nad rabatami kwiatów
nad piaskownicą
Dziadku rakieta! Jaka rakieta! Wiatr ją niesie, jaka rakieta!
Prezes szybował z Kolna do Warszawy
na ważne posiedzenie

Szykowałeś wnuczkę do startu w wyborach




od autora: Od dziecka ciągnie mnie do polityki ;-) Wiersz dedykuję mojemu dziadkowi Kazimierzowi.


edit:Wiersz ten zajął pierwsze miejsce w X edycji ogólnopolskiego "Czerwcowego Konkursu Jednego Wiersza" Łomża 2009

"Akuszerka"

Utwór przeznaczony do wystawiania na scenie

Ostatni łyk herbaty-
to prolog nocy,
nieme tętno, słabszy oddech...

Ciężarne myśli ześlizgują się na ramię
z zaspanych skroni

Nawet biurko mruży oczy
światło gwiazd oślepia

(Północ)

Mruczy kartka pieszczona piórem-
testament pełen niezdarnych linii.


Nie

ma

zegara

w tym

wierszu.


Rozsypała się na pierwszym planie
Heroina zdarzeń.
Literki wschodzą
(Świt)
jak słońce.



od autora: Utwór ten w zestawie z wierszem pt. "Łazęga z dworca" zdobył pierwszą nagrodę w III edycji konkursu "O srebrne pióro MDK" Białystok 2009

"O Łomży złudzenie"

Już gdzieś widziałam te strzeliste wieże
postkomunistyczną
grę światła
z pięknych witraży
starych spółdzielczych bloków

Już gdzieś widziałam te surduciki pantofelki
I grymasy
zatłoczonych wehikułów.
Są jak uśmiechy-
często nie w porę.

Zdeptano mi pięty do granic możliwości
w owczym pędzie
na linii numer osiem
Biegałam od snu do snu
na lekcje.

East River jak fosa
otacza
czcią
forty z kamienic
Czerwone dachy to przywilej
piętro bliżej Boga,
jakby Wall Street?

Kochana Bono! Kochany Wawrzyńcu!
Do tej pory nie wiedziałam
że mieszkam
na Manhattanie...




od autora: Wiersz zajął trzecie miejsce w konkursie literackim Ziemia Łomżyńska-nasza mała ojczyzna, Łomża 2008.

Winna jestem wyjaśnienia osobom, którym obca jest ta okolica:
East River -Narew
Forty -fortyfikacyjne pozostałości po II wojnie światowej. Kamieniczki na starym mieście niemal wiszą nad rzeką
Bona i Wawrzyniec- postacie z legendy, nazwy wzgórz za miastem.
Manhattan- to nie tylko najsłynniejsza dzielnica Nowego Jorku ale również rynek, targ w gwarze starszych pokoleń Łomżyniaków

Zapraszam wszystkich serdecznie do Łomży :)

"Bilet"

Biletu do nieba
Nie było na liście spraw
Nie zapłaciłam
Za swoje życie ani grosza

*** (o życiu)

Wiozą mnie na Kaukaz
W psychiatrycznym kaftanie
Gwiazdy nade mną-
Moralności we mnie brak.

Nie zobaczysz nieba nocą-
Ukradli.



"Łazęga z dworca"

Bilety za drogie, pieszo nie dam rady
okradli
mnie z chęci powrotu do domu
za dużo sobie liczą
za mój sen
i spokój
ciepłą kolację,

Złodzieje.
Godzina polskiego kosztuje pięć
polskich
złotych a niemiecki parę euro
od ciotki
co razem daje na miesiąc
jakieś kilka zgrzytów
autostop we wtorki i wagary gdy trzeba

spędziłam raz noc na dworcu
pod barem przy targu parę minut w szaletach
czekałam na szybowiec nadętych ambicji
erudycji grom jasny jaśnisty
i coś jeszcze.

Ten sam staruszek ciągle przewraca się na zdezelowanym chodniku
bieda z nędzą i siatami siedzi codziennie z dupą na zimnym betonowym murze
ta sama trasa
dojadą do domu i zapomną,
a ja zawsze na dworcu przeklinam to miasto
i głupio robię że wracam




od autora: O ludziach bezdomnych, których każdy dzień życia wart jest określoną sumę. Mini-auto-biografia, bardzo osobisty wiersz.

edit: Utwór ten w zestawie z wierszem pt. "Akuszerka" zdobył pierwszą nagrodę w III edycji konkursu "O srebrne pióro MDK" / Białystok 2009

"Wiara"

Moja wiara ma niepołamane
gałęzie sosnowe, igliwiem pachnie.
Moja wiara starte ma buty
już tyle idealnych ścieżek deptała
wprost do piekła.

Jest okrętem wojennym
na morza dnie, torpedą co burzy
ławice kolorowych ryb.
A we wszystkie dni od niewoli dojrzałe
sypie głowę z Feniksa popiołem.

Może mi kiedyś Rybak wybaczy
pustą łódź i echo odbijające dogmaty
od jałowych skał.
I ten strach przed wędką miłosierdzia
na którą pragnie mnie chwycić.



od autora: Do tego wiersza mam ogromny sentyment, bo jest pierwszym, dzięki któremu mnie dostrzeżono, za którego dostałam pierwszy dyplom i pierwszą nagrodę ;-)

Czerwcowy Konkurs Jednego Wiersza, Łomża 2007

"Homeopata"

Dedykuję pamiętliwym i tym którzy potrafią napisać swój własny podręcznik do historii


Muszę wrócić do starego zwyczaju zapisywania dat
na ręce. Ściągania z własnej historii.
Pamiętam nawet chwilę własnych narodzin
I pierwszą papkę z jarzyn

Lecz gdy patrzę Ci w oczy i szukam argumentu
By nie zapłakać
By zabić Cię pod Cheroneą
Ty zwyciężasz, błoto na ścieżce pamiętasz
Jak szyfr. Im dłużej mnie znasz
Tym bardziej bolą mnie stawy


Mówisz że jestem złem
A ja-że padał deszcz.

"Kolekcjoner Patyków"

Nauczyli mnie brajla sami po omacku chodząc
I teraz gdy szukam po kieszeniach płaszcza
Zapałek
Pustka na którą trafiam tak przeszywa dreszczem
Że nawet deszcz drga

Nigdzie w mieście nie ma zapałek! Wszystko nieczynne!

Dlaczego światła gwiazd nie da się podnieść z kałuży
Czemu nie mogę jak dziecko
Być kolekcjonerem piór, kamieni, patyków...

Pamiętam pożar w swojej głowie-
Na palcach burchle niczym obrączki
Zaślubin ze światem.

Patrzę pod nogi bo tuj wczoraj rozsypano skarb
…zachrzęściła pod podeszwą
Nie rozpalę słońc zapałką! Pamięć bólu sprawia
Że boję się pisać.



od autora: moje credo. w najszerszym i najwęższym tego słowa znaczeniu.